Cześć,
Obiecałem konkret, więc bez rozgrzewki. Na końcu znajdziecie instrukcję, jak uruchomić to u siebie w kilka minut.
Ten błąd wygląda niewinnie, bo popełniają go prawie wszyscy i nikt go nie kwestionuje. Chodzi o sposób, w jaki korzystacie z AI na co dzień.
Prowadzę w firmach szkolenia z AI i za każdym razem widzę to samo. Cała praca z AI dzieje się w oknie przeglądarki. Okno czatu nie widzi Waszego dysku, więc pracuje wyłącznie na tym, co mu ręcznie podacie i oddaje wynik do pobrania. Przy jednym pliku to wystarcza. Przy folderze z pięćdziesięcioma dokumentami albo dwiema godzinami nagrań to Wy jesteście łącznikiem i cała robota wraca na Was.
Prawdziwa zmiana zaczyna się w momencie, gdy wpuszczacie agenta AI na swój komputer. Nazywa się to Claude Code, to ten sam Claude, z którego korzystacie w przeglądarce, tylko uruchomiony w Terminalu na Macu albo w PowerShellu na Windowsie. Widzi całe foldery, uruchamia programy, których potrzebuje i zostawia na dysku gotowe pliki.
Zanim cokolwiek zmieni albo skasuje, pyta o zgodę i pokazuje, co dokładnie zamierza zrobić. Pracuje na Waszych plikach u Was, a nie na kopii wgranej do cudzego panelu.
12 lipca napisałem jedno zdanie: „okej, zróbmy montaż kolejnej rolki dla iCentrum, folder icentrum 4 na pulpicie". Przez następne 26 minut nie dotknąłem klawiatury, a agent wykonał w tym czasie 36 operacji i nie zadał mi ani jednego pytania.
Do folderu zrzuciłem pięć nagrań prosto z telefonu, w sumie 54 sekundy z powtórkami i wpadkami. Agent obejrzał materiał, wybrał ujęcia, wyciął pomyłki, dołożył napisy, zbliżenia i dźwięki, a na koniec zostawił gotową rolkę na dysku. W dziesiątej minucie coś mu się zacięło, sam znalazł przyczynę i puścił to inaczej.
Potem obejrzałem efekt i zgłosiłem uwagi, dokładnie tak jak montażyście: „wydłuż końcówkę wypowiedzi, ucina się za szybko", „wyrzuć napis z góry kadru, zasłania twarz". Każda poprawka weszła punktowo, bez składania rolki od nowa. Ostatnie słowo zawsze zostaje przy mnie.
Wszystkie pięć rolek dla tego klienta można obejrzeć tutaj: case study agenta montażu.
Drugiego agenta wpuściłem tam, gdzie stoi moja strona internetowa. Dostał taki dostęp, jaki daje się firmie, która się tą stroną opiekuje i od tego czasu publikuje artykuły oraz poprawia treści sam. Po jednym poleceniu „opublikuj ten artykuł" robi kopię zapasową, wysyła na serwer 24 pliki, dopisuje wpis do spisu i do mapy strony dla Google, odświeża kanał i na koniec sprawdza 14 adresów, czy wszystko się otwiera.
Efekt widać nie w oszczędzonych minutach, tylko w tym, ile rzeczy w ogóle powstaje. Na moim blogu wisi siedem artykułów i każdy z nich wrzucił na stronę agent. Z jednego popołudnia z nagraniami w salonie klienta wyszedł materiał na pięć rolek, bo montaż przestał być powodem, dla którego nagrania leżą miesiąc na dysku.
Żadnej z tych rzeczy nie da się zrobić w oknie czatu. AI w przeglądarce napisze Wam tekst i podpowie, co poprawić, ale nie widzi Waszego dysku i nie wejdzie na Wasz serwer. Nie zmontuje filmu i nie opublikuje strony, więc wykonanie zostaje na Was albo na kimś, komu za nie płacicie.
Jak to uruchomić u siebie dzisiaj
Potrzebny jest płatny plan Claude. Jeśli już z niego korzystacie w przeglądarce, nie kupujecie nic dodatkowego, bo ten sam abonament obsługuje jedno i drugie. Instalacja zajmuje kilka minut.
Otwórzcie Terminal na Macu albo PowerShell na Windowsie, wklejcie jedną linijkę i naciśnijcie Enter.
curl -fsSL https://claude.ai/install.sh | bash
irm https://claude.ai/install.ps1 | iex
Na Windowsie wszystko działa bez dodatków, ale agent ma więcej możliwości, jeśli macie zainstalowany darmowy Git for Windows. Gdyby coś się zacięło, odpiszcie na tego maila.
Wpiszcie claude
i zalogujcie się w przeglądarce, która się otworzy. Potem wróćcie do terminala,
agent czeka na polecenie.
Wejdźcie do folderu, na którym ma pracować: wpiszcie „cd" i spację, przeciągnijcie folder z Findera albo Eksploratora do okna terminala i naciśnijcie Enter.
Jeśli nie wiecie, od czego zacząć, dajcie mu folder, którego samym nie chce się Wam otwierać i zobaczcie, co z tym zrobi:
Przejrzyj wszystkie pliki w tym folderze, powiedz mi, co w nich jest, ponazywaj je po ludzku i poukładaj w podfoldery.
Zróbcie to na kopii folderu, bo agent naprawdę zmienia pliki. Po kilku minutach zobaczycie na własnym dysku efekt, którego czat nie odda Wam nigdy, bo nie ma jak.
Świeżo zainstalowany agent jest pusty i to normalne. Ten, który montuje rolki albo publikuje na stronie, ma za sobą przygotowane środowisko: dostępy, reguły i opis tego, czego nie wolno mu ruszać.
W przyszłym tygodniu pokażę trzeciego agenta z mojej firmy: tego, który prowadzi kampanie reklamowe. Co robi sam każdego ranka, gdzie musiałem założyć mu hamulec i ile to kosztuje miesięcznie. Piszę raz w tygodniu, a jeśli w danym tygodniu nie mam nic konkretnego, po prostu nie wysyłam.
Jeśli utkniecie na którymś kroku, odpiszcie na tego maila. Trafia prosto do mnie i zawsze odpisuję.
PSTerminal wygląda na narzędzie dla programistów i to zatrzymuje ludzi na etapie czatu. Rozmawia się z nim pełnymi zdaniami po polsku, tak samo jak w przeglądarce. Różnica jest w tym, że po drugiej stronie ktoś ma wreszcie dostęp do Waszych plików.